Spacer zimowy

Tak niskiej frekwencji spacerowej od dawna nie mieliśmy. Zdaje się, że obowiązki przedświąteczne dopadły już większość spacerowiczów, bo na Polu Wzlotów stawiła się tylko czwórka rudych: Fokker, Jager, Ronis i malutki nowy Master. Masterowcy o spacerach dowiedzieli się w sklepie zoologicznym w Galerii Mokotów, gdzie kupowali breloczek z seterem. Sprzedawca (którego nie znam) zapytał, czy chodzą na spacery seterowe, a dowiedziawszy się, że nie, udzielił im informacji, w wyniku których znaleźli się dziś we właściwym dla seterów miejscu.

Seterów wprawdzie był dziś wybór niewielki, ale Master i tak czuł się trochę onieśmielony, więc może to i lepiej.

Ruszyliśmy przez pola i wkrótce rzucił nam się w oczy nowy element krajobrazu, którym była dryfująca w powietrzu czerwona lotnia bez pilota (lotnika?). Jeszcze wczoraj była ona motolotnią z uczepionym do niej człowiekiem, który w dodatku kiepsko sobie radził, bo prawie nas z Jachciem staranował. A może tylko chciał sobie nas dokładnie obejrzeć, ale już się zastanawiałam nad wydaniem i realizacją komendy: 'padnij'. Nie wiem, co się z tym człowiekiem stało, ale dziś już nie był do lotni uczepiony, co znacznie zwiększało bezpieczeństwo spaceru. Może przyczepił się do jakiegoś drzewa, ale go nie znaleźliśmy.

Niestety Ronis i Master mieli ograniczony czas spacerowy i opuścili nas już przy Polu Choinkowym. Myśleliśmy, że resztę trasy odbędziemy w ściśle rodzinnym gronie, ale spod Świątyni Opatrzności zadzwonił spóźniony Gaspar, więc na niego poczekaliśmy. Oczekiwanie urozmaicał nam jeździec, który galopował w tę i z powrotem po odcinku naszej trasy spacerowej, więc w odpowiednim momencie trzeba było lokalizować i unieruchamiać Foczka i Jachcia, aby nie ulegli zdeptaniu.

Wreszcie pojawiła się na horyzoncie grupa złożona nie tylko z Przemka i Gaspara, ale także z Aera, Limy i ich państwa. Aero to ten, którego Ewa pozyskała drogą kupna od ludzi wątpliwej moralności, a Justyn u siebie przechował. Obecnie Aero ma już swój stały dom i koleżankę Limę rasy polski owczarek nizinny.

W powiększonym składzie pokonaliśmy kolejny odcinek trasy, ale Aerowcy musieli wracać ze względu ogólny pomór w rodzinie, którą należało wspomóc w powrocie do zdrowia.

Najwytrwalsi doczekali się nagrody, bo ze względu na małą liczbę uczestników dawki herbaty przy Ośrodku Sportów Wodnych były znacznie większe niż zwykle.

Nieco rozgrzani przystapiliśmy do odwrotu, podczas którego spotkaliśmy Kajtków, idących wytrwale naszym śladem. Wrócliliśmy już wszyscy razem i mamy nadzieję spotkać się za tydzień na Spacerze Opłatkowym. Prosimy więc o utworzenie takiego harmonogramu prac światecznych, aby zmieścił się w nim też spacer.

 



Copyright © Fokker's
Projekt i Wykonanie:Neiven WebDesign
All rights Reserved